Blog | 07.06.2010
Galopować nie można bez końca
Rzecz w tym, że w polskiej polityce problemy europejskie koncentrują się wokół tego, „co w Unii można ugrać”. Żeby choć uzyskać, ale nie – ugrać! To okropne słowo zrobiło w ostatnich latach fantastyczną karierę. Spojrzenie z zagranicy daje pewien oddech, ulgę, bo w ojczyźnie do premiera kierowane są głównie pytania o akcje i reakcje wewnątrzpartyjne i międzypartyjne. Taka jest ogólna atmosfera polityczna. Eurodeputowani wydają się więcej czasu spędzać w Sejmie i studiach telewizyjnych w Warszawie aniżeli w Parlamencie Europejskim. I wypowiadają się niemal wyłącznie o polskiej scenie politycznej. No, ale dla wielu jest to szansa, by wreszcie błysnąć językiem, który znają. Logiczne więc, że europejski Nobel polityczny dla Tuska – akwizgrańska nagroda im. Karola Wielkiego - znalazła nikły rezonans w polskich mediach.
Rura niezgody integruje
W wywiadzie dla DW, premier podkreśla, że najważniejsze nie ulegnie zmianom w Unii. Również w przyszłości Polacy pozostaną Polakami, Niemcy Niemcami, Francuzi Francuzami. Można to rozumieć jako głos za Europą Ojczyzn, a nie Stanami Zjednoczonymi Europy, choć Tusk nie wyklucza wspólnej armii i opowiada się za jak najszerszym rynkiem wewnętrznym. I w kwestii wojskowej i gospodarczej trudno to sobie wyobrazić bez struktur ponadnarodowych. „Europa - zauważa szef rządu RP - musi być wspólnotą coraz bardziej zintegrowaną, musi skuteczniej myśleć o swoim bezpieczeństwie, w tym o bezpieczeństwie energetycznym”.
Zatrzymajmy się w tym punkcie. Oto rura niezgody czyli niemiecko – rosyjski gazociąg na dnie Bałtyku. Zasadniczy argument Warszawy przeciw tej inwestycji brzmiał: ten pomysł naraża na szwank polskie interesy ekonomiczne oraz bezpieczeństwo energetyczne. No i zagrożenie dla środowiska naturalnego. Dowód na sojusz ekologiczny ze Skandynawią został wycofany, gdy Szwecja i Finlandia zaaprobowały projekt. Wiele podobnych zrealizowano zresztą w wodach Morza Północnego. Owszem, absolutną koniecznością jest obrona portów w Świnoujściu i Szczecinie czyli niepodważalne żądanie położenia rury pod dnem morskim, aby w żaden sposób nie stanowiła przeszkody dla statków o głębokim zanurzeniu.
Wielce wątpliwa wydaje się natomiast obrona do upadłego innej pozycji. Nasuwa się mianowicie pytanie, czy w sytuacji, gdy bezwarunkowy opór nie przynosi efektów, nie warto byłoby - w taki lub inny sposób -przyłączyć się do tego projektu? Uczyniły to już inne, początkowo sceptyczne kraje, wśród nich Francja i Holandia. Z przekąsem można powiedzieć, że rura niezgody integruje. Tak czy owak, im dłużej będzie trwać walka z Nordstreamem, tym większa będzie porażka. Rurociąg jest w budowie i będzie zbudowany. Tego nie uda się już zmienić.
Błędy nie krzyczą
Znakomity analityk, a zarazem felietonista, prof. dr Bronisław Łagowski, wskazuje, że nie jest to jedyna porażka polskiej polityki zagranicznej kończącej się dekady. W swym blogu i na łamach „Przeglądu” krakowski filozof i historyk idei pisze, że Warszawa „rozpaczliwie uczepiła się amerykańskiej tarczy i tarczy nie ma; na Ukrainie bezwarunkowo sprzymierzyła się z kompromitującym Juszczenką i osłaniała rewitalizację faszystowskiej tradycji UPA. (…) Można by jeszcze wymienić wyprawę oddziałów wojska polskiego do Iraku, która triumfalna nie była”. Ok., tarczy nie ma, Juszczenko przepadł z kretesem, z Iraku wojska wycofane. Te rozdziały są zamknięte. Ale Nordstream powstaje. Jedynie wówczas protesty nie pozostaną wołaniem na puszczy, a Warszawa zachowa twarz, gdy stanie na gruncie realpolitik i uzna, że skoro nie tylko Niemcy, lecz wielu partnerów na Zachodzie będzie czerpać gaz z rosyjskiej rury, to niech im ona dobrze służy. A może kiedyś i nam… Mimo, że projekt powstał cichaczem, ponad naszymi głowami. Kto nie doceniał naszej wielkości, teraz ma okazję, by to uczynić. Działamy w duchu europejskim.
Jasne, ze powrót do realpolitik wymaga odwagi. Jaki polityk przyzna, że zagalopował się…? Ba, Łagowski dowodzi, że nieudani politycy mają szanse ukryć swoje braki, zajmując się jak nie polityką zagraniczną to poprawianiem konstytucji. „W obu tych dziedzinach" - dzieli się refleksją profesor - "ignorancja i fantazje nie napotykają od razu na opór rzeczywistości, a gdy wreszcie wyłazi szydło z worka, nikt już nie pamięta, kto był sprawcą. (…) Polityka zagraniczna jest skądinąd dziedziną twardych konieczności, gdzie błędy mszczą się najbardziej, ale konieczności mają to do siebie, że nie krzyczą i nie mają wyglądu, wobec czego tak zwany przeciętny człowiek cielesny może uznawać je za nieistniejące”.
Na szczęście, galopować nie można bez końca.
Michał Jaranowski
www.dw-world.de/polish

























